Ciekawy przypadek Lary Stone (+18)

Oglądam właśnie nowy, kwietniowy numer australijskiej edycji „Vogue”. Zanotowałam sobie już kilka miesięcy temu, by oczekiwać go niecierpliwie, i gdy tylko pojawi się na rynku, napisać o nim kilka słów. To numer tematyczny, w całości wypełniony zdjęciami Mario Testino, najczęściej w lokalnym kontekście. Ponieważ dla tytułu to duża rzecz – czego nie mówić o jego fotografii, Testino to instytucja światowej mody – redakcja zadbała, by już kilka miesięcy temu było głośno o tej współpracy. Na plaży, na której realizowano okładkową sesję, „przypadkowo” zjawili się fotoreporterzy starannie dokumentujący przebieg zdarzeń. Innymi słowy, zmagania supermodelki Lary Stone ze słońcem, zmianami kostiumów kąpielowych i wszystkim tym, co sprawia, że modelki wmawiają nam, że ich praca jest udręką (złośliwości na bok, to jest ciężka praca, ale nie o tym dziś). Oglądałam te zdjęcia, bo zaczynam dzień od „Daily Mail”, gdyż nie toleruję złych wiadomości i nieatrakcyjnych ludzi przed pierwszą kawą i pomyślałam – ciekawe, jaki będzie finalny efekt. Jakie to będą zdjęcia. Bo Mario Testino to mistrz glamour. Na jego zdjęciach wygląda się pięknie. Jak najlepsza wersja siebie. Burza lśniących włosów, gładka, lekko złocista skóra, idealnie białe zęby, oczywiście w uśmiechu, bo życie według Mario jest wspaniałe i beztroskie, nienaganna figura, kształtny biust i biodra, długie nogi. Żadnych niedoskonałości, dla Testino nie są pociągające. On jest ze świata ludzi pięknych. Innego już pewnie nie pamięta. Tymczasem Lara, okładkowa gwiazda, na zdjęciach paparazzi wygląda jak ze świata rozstępów, cellulitu, znamion i wszystkiego, co ludzkie. Czy modelka ma to w nosie, czy ma taką pozycję, że może sobie na to pozwolić, czy straciła przez to ileś kontraktów – nie wiem. Stone na zdjęciach z kontrolowanego ukrycia wygląda nie jak milion dolarów czy obiekt pożądania milionów, tylko jak atrakcyjna młoda kobieta. Ale nie jak jedna z najbardziej rozchwytywanych modelek świata. Lara na plaży w Australii to „tylko” długonoga blondynka. Do tego spalona słońcem, zmęczona, może nawet lekko podirytowana.

Kilka miesięcy później Lara Stone w „Vogue Australia” ma najwyraźniej idealne popołudnie. W końcu jest idealną dziewczyną.

Ostatnia rzecz, jaką będę robić na blogu to body shaming. Nie temu służy ten tekst. W tym tygodniu zadebiutowała majowa okładka brytyjskiego „Vogue” z niemożliwie wyretuszowaną Kate Moss, która na wszystkie swoje zmarszczki – a ma ich niemało i to jest super – zapracowała uśmiechem, piciem, paleniem i wszystkim innym czego nigdy nie zdecydowała się odwrócić botoksem. Ale magazyny dla kobiet nie tolerują zmarszczek tak samo jak węglowodanów. Zresztą, to zmora nie tylko kolorowej prasy z wysokiej półki. Chloe Sevigny w nowej kampanii butów Jimmy Choo wygląda jak Anna Kournikova (ładna tenisistka, młodzieży), a Naomi Watts w internetowym magazynie Edit wygląda jak każda piękna blondynka. Każda, ale nie Naomi Watts. Nie wiem, co jest tak brzydkiego w naturalności. Co zepchnęło ją na strony magazynów o charakterze niszowym czy artystycznym. Bo z pewnością nie kobieca próżność. Wspomniana Lara Stone rok temu przed obiektywem Juergena Tellera stanęła, jak ją matka natura stworzyła. Z ciałem dotkniętym cudem macierzyństwa, przeżytymi w zdrowiu trzydziestoma latami, z całym dobrodziejstwem inwentarza, rzeczy dobrych i złych. Magazyn „System” zapragnął ją właśnie taką. Ale to kilkanaście tysięcy czytelników. Kilkaset tysięcy czytelniczek „Vogue”, a amerykańskiej edycji nawet milion, woli oglądać kobiety nieosiągalne nie tylko w swoim majątku i sławie, ale i urodzie.

I tak tkwimy w tej słodkiej iluzji. Każdy przeciętnie zorientowany fan mody wie, jak naprawdę wygląda Lara Stone. A jednak co miesiąc, dwa oglądamy kolejną sesję nieskazitelnej seksbomby. Jak choćby we wrześniu ubiegłego roku, w koreańskiej edycji magazynu „W”. Sesja, zatytułowana do tego „The Ultimate Woman” czyli „Kobieta idealna”. Czyli taka. Pozbawiona życia. I przez to – chociaż domyślam się, to może być subiektywna reakcja – cienia sex appealu. Luigi & Iango wykonali swoją robotę w porządku, to przyzwoita sesja z cyklu: w dzisiejszych czasach każdy szanujący się magazyn mody rozbiera modelki. A i holenderska supermodelka spisuje się na medal – długie blond włosy, są. Kształtne piersi, obecne. Nogi – do nieba. Super. Gdyby zamiast zdjęć był rysunek, byłabym tak samo zadowolona. Może dlatego gwiazdą wiosennej kampanii Louis Vuitton jest wirtualna postać z gry video. Bo właściwie jaka to różnica. Pewnie Lara na tych zdjęciach z „W” jest równie sztuczna.

A, i żeby była jasność – oczywiście na każdej sesji zdjęciowej proszę o retusz. Ale o ciekawym przypadku Anny Gacek może kiedy indziej :)

5 thoughts on “Ciekawy przypadek Lary Stone (+18)

  • 10/04/2016 at 10:40
    Permalink

    Dziewczyny z mojego pokolenia „buchały” sex appealem. smukłe, wąskie w talii, obute w wysokie szpilki, płynęły po moich gliwickich brukach lekko falując bioderkami. Pachniały! Tryskały szczęściem! Te – dzisiejsze, syntetyczne…….. może na obrazku przy tete a tete zgroza! Przestały się ubierać dla nas, rzucać zalotne spojrzenia, przelotnie kokietować. Generalizuję? Być może.
    p.s. słucham trójeczki od Jej początku (tak, tak!) a Panią – Pani Aniu po prostu lubię. Pozdrawiam ciepło.

    Reply
  • 10/04/2016 at 11:28
    Permalink

    Wrrrr… Dotknęła Pani tematu, który mnie doprowadza do białej gorączki. Czytałam niedawno komentarz jakiegoś gościa o mózgu gimbazy, do zdjęcia niemiłosiernie wyretuszowanej Penelope Cruz: „I to jest piękna kobieta. Nie to, co polskie pasztety.” Takie zdjęcia wywołują w ludziach przekonanie, że tak rzeczywiście wyglądają homo sapiens.
    A najbardziej zadziwiają mnie niekwestionowane gwiazdy, które oglądam na Pani blogu i profilu – Catherine Denevue, SJ Parker, kobiety po 50-tce, 60-tce, które zgadzają się na retusze robiące z nich dzidzie-piernik… Po co im to? Nikt nie odbierze im pozycji, jaką osiągnęły, nawet upływający czas. :-(

    Reply
  • 11/04/2016 at 20:25
    Permalink

    Co jest tak brzydkiego w naturalności? Dlaczego tak chętnie poprawiamy swój wygląd makijażem, retuszem, botoksem ? Tym, którym Pan Bóg poskąpił urody, chcą w ten sposób zbliżyć się do niej. 50+, 60+, 70+… chcą cofnąć czas. Ładni chcą być jeszcze ładniejsi, piękni jeszcze piękniejsi. Oglądać też wolimy zdrowych, bogatych i pięknych, niż… Lara Stone i Mario Testino mogą więc spać spokojnie. Ona zawsze na zdjęciach może mieć 18 lat, a On ”kasę” z tych zdjęć i uznanie. A naturalność? Eeee, jakiś banał!

    Reply
  • 12/04/2016 at 14:22
    Permalink

    “It’s very fakey, fakey, fakey, but that’s what it’s supposed to be” …
    http://www.newyorker.com/magazine/2004/09/27/the-shoot
    Lara wygląda dobrze na wszystkich zdjeciach, wystarczy lubić siebie i mieć dystans do mody żeby nie wpadać w panike przed lustrem że nogi nie są po szyje a pierś nie taka krągła…. A lubienie samej siebie to tak samo ciężka praca jak bycie supermodelką.

    Reply
  • 12/04/2016 at 14:59
    Permalink

    Dziękuję za ten wpis, takie zderzenia obrazów jak widać jest potrzebne czego efektem jest moja wypowiedź.
    Nasza kultura jest obrazkowa- szukamy „doskonałego obrazu” podświadomie. To cecha współczesnego świata. Kolejne filtry programów komputerowych zatrzymują młodość ciała a nawet obiecują cudowną przemianę w czasoprzestrzeni. Czy naprawdę wszyscy ulegamy tej ułudzie? Nie zdawałam sobie z tego sprawy dopóki sama nie miałam okazji dotknąć magicznej różdżki photoshop-a i zobaczyć jak takie retuszerskie, nierzeczywiste czasem mocno przejaskrawione piękno jest pociągające. Byłam świadkiem tego co się dzieje z kobietami, gdy obiecuje im się cudowną metamorfozę, która pociągnie za sobą przemianę totalną– przeobrażenie w piękność w każdym aspekcie życia- jędrne ciało, piękne myśli i dusza w pięknym opakowaniu… Przyzwyczajeni jesteśmy do gładkich oblicz celebrytek i gwiazd w kolorowej prasie. Myślę, że chcemy oglądać te „doskonałe kobiety” i podziwiać ich nieprzemijającą urodę bo to nawet czasem nas dopinguje. Siłujemy się ze sobą i swoimi możliwościami. Chcemy się otaczać urodą na zewnątrz i wewnątrz. Niby myślimy – co oni jej zrobili, to niemożliwe, czemu na to pozwala a jednocześnie nie godzimy się na pokazywanie niedoskonałości, przemijania, starości. Może to jest w nas bo tak jesteśmy zaprogramowani. Ważne jest znalezienie w sobie balansu i akceptacji, czego dzisiejsza rzeczywistość nie ułatwia…

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *