Spragniony sławy.

Wyznam od razu – nigdy nie funkcjonowała u mnie instytucja „chłopca z plakatu”. Na nastoletniej ścianie wisiały głównie ulubione wokalistki, bo chciałam być taka jak one, sztuka i plakaty filmowe (w tym ogromny „Pulp Fiction”). Nigdy nie byłam też dziewczyną, która kochała się w aktorach. W pewnym sensie do dziś nie jestem. Doceniam wielkie role, ale uroda amanta na mnie nie działa. Może dlatego w kolejnych zdaniach będę taka wredna. Rozbawiły mnie te zdjęcia tak bardzo, że aż postanowiłam poświęcić im – i pierwszemu na tym blogu mężczyźnie! – wpis. Oto gorące aktorskie nazwisko sezonu, Tom Hiddleston, w swojej najgorszej roli. Mężczyzny, który chce być sławny, za wszelką cenę.

TH1

Wszystkie zdjęcia pochodzą ze strony magazynu „W”. Bardzo dobrej amerykańskiej publikacji, gdzieś na granicy mody, popkultury i sztuki. Odważniejszej niż „Vogue” i bardziej niszowej niż „Harper’s Bazaar”. Mają na koncie kilka niezapomnianych sesji, słynne numery tematyczne poświęcone sztuce czy filmowi, wreszcie to oni jako jedni z pierwszych odkryli komercyjny potencjał Kim Kardashian. Nie w branży porno i złej telewizji, tylko w świecie high fashion. W 2010 roku to było nie do pomyślenia, by ktoś taki był na okładkach tak prestiżowych tytułów jak „Vogue”. Sześć lat później, bardzo proszę, jest ich królową. A zaczęło się właśnie od „W”, zresztą wtedy tytułowi oberwało się mocno za ten niegodny wysokiej mody i sztuki ruch.

Dziś obrywa się nie „W”, a Hiddlestonowi. To w pewnym sensie też mezalians. Oto aktor ze znakomitym wykształceniem, świetnie urodzony, klasa, kultura, całe to brytyjskie ąę, z imponującym CV, teatralnym, telewizyjnym i filmowym, postanawia iść na skróty. I zamiast być znany ze swojego aktorstwa, chce po prostu być sławny. Te zdjęcia ukazały się teraz nieprzypadkowo. Są częścią walki o rolę życia – nowego Bonda. Modelki są tu najlepszym przykładem, ale pewnie nie omija to też Hollywood. Dziś kontrakty i zlecenia nie należą się najlepszym czy najpiękniejszym. A już na pewno nie są dla najbardziej utalentowanych czy pracowitych. Dziś praca jest dla najsłynniejszych. I to w tej dziedzinie – robienia wokół siebie szumu – trzeba mieć talent, by odnieść później sukces na upragnionym gruncie. Tom zrozumiał to być może najlepiej ze wszystkich aktorów swojego pokolenia i zagrał va banque – ustawił sobie romans z jedną z najsłynniejszych kobiet świata, gwiazdką muzyki, Taylor Swift. Nie obawiajcie się, nie robię z tego bloga Pudelka. Ich pragnienie sławy i rozgłosu i sposób, w jaki zgodnie realizują plan, frapuje na bardziej zaawansowanych intelektualnie poziomach, doczekali się zresztą analiz w poważnych tytułach, to tylko jeden z przykładów.

I o ile po Swift nikt się niczego innego nie spodziewał, Hiddleston rozczarował wielu fanów tak dosłownym flirtem z sztuką popularną. A także środkami, z jakich korzysta. Ustawka jest jedną z najniższych rzeczy w słowniku osób publicznych, a ta jest perfekcyjna, jak z obrazka. I, oczywiście, przyniosła upragniony efekt, internet oszalał, Twitter zwariował i tak dalej. A Tom postanowił nie odpuszczać i kilka dni po upublicznieniu romansu, wypuścił z pomocą „W” te zdjęcia, sesję zrealizowaną w jednym z nowojorskich hoteli.

Wygląda to jak portfolio. Oto paleta jego aktorskich możliwości:

Zdjęcie pierwsze (to powyżej): „Proszę? Jak to „Skończyły się croissanty”? I czy nie widzisz, że ledwo się trzymam na tym łóżku, by wyglądać przed tobą ponętnie? Zaraz spadnę.”
Zdjęcie drugie (poniżej, pierwsze z lewej): „Ale co to znaczy, „Więcej się nie zobaczymy?” I co ważniejsze, gdzie schowałaś moje skarpetki i buty?”
Zdjęcie trzecie: „Ty suko”.
Zdjęcie czwarte: „Będę czekał na ciebie choćby wieczność” (dlaczego półnagi, pozostanie tajemnicą)
Zdjęcie piąte: „Hm. Dlaczego byłem już ubrany, a potem się rozebrałem?”.

To jedna z wielu interpretacji. Walka z tabliczką mnożenia też pasuje, spróbujcie.

Pozowanie do zdjęć o charakterze zmysłowym jest bardzo trudne. Można łatwo przesadzić, wtedy wychodzi to desperacko i wulgarnie, a można też pozostać gdzieś obok, w spojrzeniu, w drobnych gestach, wtedy te zdjęcia są puste. Nie wystarczy rozkopać hotelowego łóżka i rozebrać modela, by stał się seks. W tych pozach jest coś sztucznego i wymuszonego. To obiektywnie jest pewnie atrakcyjny mężczyzna, a na tych zdjęciach nie dzieje się nic, chociaż są stylizowane na prowokujące emocje. Cel został jednak osiągnięty, od wczoraj głośno o tej sesji. A że w kategorii rozczarowania i wstydu… Nowa dziewczyna może go pocieszyć dobrą radą:

(Jest to koszmarna piosenka).

10 thoughts on “Spragniony sławy.

  • 21/06/2016 at 16:38
    Permalink

    Abstrahując od tematu, uwielbiam tę piosenkę. Jak i uwielbiam Pani audycje i ogólnie muzykę alternatywną.

    Reply
    • 21/06/2016 at 16:39
      Permalink

      Ja miewam swoje popowe przyjemności, całe mnóstwo, ale przyznaję, muzyki tej dziewczyny nie znoszę. Ale rozumiem to uwielbienie :)

      Reply
  • 21/06/2016 at 17:26
    Permalink

    Nie jestem fanką Tatlor Swift, ale uważam, że nazywanie jej „gwiazdką” jest bardzo niesprawiedliwe. Można nie lubić jej muzyki, ale trzeba przyznać, że w popie coś osiągnęła i to nie z powodu swojego bogatego życia osobistego opisywanego co i rusz w tabloidach, ale z uwagi właśnie na muzykę, która, nawiasem mówiąc, najgorsza nie jest. Myślę tu o ostatniej płycie, bo innych jej albumów nie znam. Nie wiem skąd u Pani aż taka niechęć do tej dziewczyny ( wyrażana zresztą wielokrotnie w Atelier), podczas gdy ona naprawdę ostatnia nie jest, zrobiła całkiem niezły album i ma kilka przebojowych piosenek, a w „biznesie” funkcjonuje z powodzeniem od wielu lat. Tak czy inaczej wypromowała sie swoją ciężką pracą jako piosenkarka i autorka tekstów, a nie pokazywaniem tyłka na ściankach czy sypianiem z tym czy innym panem, więc określenie „gwiazdka”, którego Pani użyła jest według mnie nie na miejscu, nawet jeśli muzyki Taylor się nie lubi. Wiem, że to nie wpis o niej, ale gdy tylko wspomina Pani o Taylor to zawsze z lekceważeniem i tak wielką niechęcią, że nie mogłam sie powstrzymać. Czy ona Pani odbiła chłopaka ? 😉 Pozdrawiam serdecznie

    Reply
    • 21/06/2016 at 17:30
      Permalink

      Tak, myslalam o tym, czy przy jej nakładach i popularności, wypada. A potem pomyslałam ze gwiazdą to jest Madonna – każdy wie, kto to jest. Taylor Swift jeszcze musi na to poczekać.
      A jej desperację, by te sławę zdobyc uważam za niezmiennie uroczą :) Pozdrawiam!

      Reply
    • 21/06/2016 at 18:25
      Permalink

      Olu, sądzę, ze określenie „gwiazdka” jest tu trafione bo trudno porównywać tą pisenkarkę z np. Skin, czy Barbarą Streisand… Ona tez śpiewa ale ewidentnie Gwiazdą nie jest…stad określenie pani Redaktor jak zwykle w samo sedno!

      Reply
      • 22/06/2016 at 13:49
        Permalink

        Nie zgodzę się. Tu nie chodzi o porównanie wielkości w stosunku do innych wykonawców. Dla mnie ojreślenie „gwiazdka” w kontekście piosenkarki nie oznacza kogoś kto nie zrobił (jeszcze?) kariery na miarę największych sław ( uznanych wykonawców) lecz ma zabarwienie pejoratywne – że to taki w gruncie rzeczy nikt, atrakcja jednego sezonu. A w przypadku Taylor tak nie jest. Ponieważ w Atelier Pani Ani zdarzyło się nie raz i nie dwa skomentować Taylor Swift w podobny spodób ( przy okazji puszczania płyty Ryana Adamsa, który zrobił cover całej ostatniej płyty Taylor) myślę, że użyte w tekście określenie jest wyrazem pewnych uprzedzeń Pani Ani do Taylor Swift, a nie „obiektywnego” spojrzenia na nią i jej miejsca w tej części show-biznesu, w której funkcjonuje. Co do tego, że jest wiele lepszych piosenkarek/artystek pop od niej nie mam wątpliwości. Nadal jednak nie nazwałabym jej gwiazdką.

        Reply
  • 21/06/2016 at 17:28
    Permalink

    Tom Hiddlestone zachwycił mnie totalnie w „Only lovers left alive” Jima Jarmusha. I tak jak w tym niesamowitym filmie nie przyćmiła go nawet wielka Tilda Swinton, to po oglądnięciu materiału dodatkowego i wywiadów z aktorami T.H. Wydał mi sie co najmniej płytki… Ale zrzuciłam to na geniusz Jima Jarmusha, że potrafił zobaczyć Toma w totalnie zmysłowej roli Adama… Te foteczki potwierdzają moje odczucia…pustość do sześcianu…

    Reply
  • 21/06/2016 at 20:29
    Permalink

    Pani Anno, choć temat dość błahy, czytało się znakomicie, a to zasługa genialnych(!) komentarzy do, bardzo średnich, zdjęć. Zgryźliwości w takim wydaniu nigdy dość! Pozdrawiam serdecznie i czekam na kolejne, coraz lepsze, teksty.

    Reply
  • 07/07/2016 at 13:43
    Permalink

    Bo Tom Hiddlestone nie jest, niestety, przystojny. Ani macho, ani romantic lover, ani łobuziak, ani zagubiony dekadenciak… I nie pomogą żadne stylizacje :)

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *