2015: najgorsze okładki

To nie był dobry rok dla magazynów mody. Wszystko zrobiło się bezpieczne i… kardashianowe. To rok dominacji tych, którzy przodują w rankingach Instagrama i Twittera. Nie są ani najpiękniejsi, ani najbardziej utalentowani. Ale są najsłynniejsi. To definicja piękna w 2015 roku. Gdzieś między tym toczy się walka o utrzymanie czytelnika, okładki są komercyjne, masowe, mdłe. A jak już przytrafi się śmiałek gotów zaryzykować, to rezultaty są opłakane. Zobaczcie zresztą sami…

 
1. Jessica Chastain by Steven Klein, W Magazine, listopad 2015.
 

Czasem zdjęcie mówi więcej niż tysiąc słów. Ale z trzech skorzystam. Koszmarny, nieudany eksperyment. W to pismo niszowe, które może i potrafi zaryzykować. Od nich nie oczekuje się zdjęć, które uzupełnią foldery gwiazd „Taka jestem idealna, nieskazitelna i najszczuplejsza”. Magazyn kreuje rzeczywistość na swoich warunkach, gdzieś na granicy mody, sztuki i popkultury. Jessica Chastain zasługuje na pochwałę, że w świecie menadżerów, agentów i starannie reżyserowanych medialnych ruchów poszła na całość. Rudowłosa piękność, która na okładce Vogue (grudzień 2013, Annie Leibovitz) wyglądała zjawiskowo, ale bezpiecznie – typowa okładka hollywoodzkiej gwiazdy, tym razem pokazała swoje zadziorne oblicze. Pozuje w Givenchy, w mocnym makijażu, w nowym kolorze włosów. To mogła być jedna z tych okładek, które przechodzą do historii. Bo wszystko tu jest wbrew. To jasne, że Chastain nie mogła wyglądać tu pięknie, nie taki był cel tej metamorfozy. Problem w tym, że nie za bardzo wiadomo, o co chodziło. Nawet lead wywiadu z aktorką – najmodniejszy hollywoodzki kameleon to nie dość, by usprawiedliwić ten festiwal nieatrakcyjności. Okładce towarzyszy równie upiorna sesja, w której nie zrezygnowano z najbardziej dyskusyjnych elementów stylizacji – brwi i włosów. Żal tym większy, że W potrafi flirtować i z Jessicą, i z awangardowym podejściem do tematu. Kiedy zdobiła okładki – powstała cała seria – ich corocznego art issue, wyglądała zjawiskowo (styczeń 2013). W roku, który dla W był znakomity, bo do ich teamu współpracowników dołączył Steven Meisel, wciąż najbardziej prestiżowe nazwisko branży, na finał taka wpadka.

 
2. Carey Mulligan by Kerry Hallihan, UK Elle, listopad 2015.
 

Po rozczarowującym wrześniu, najważniejszym miesiącu w roku dla wszystkich magazynów mody, przyszedł zaskakująco dobry październik. Po nim zaś nastały listopadowe ciemności. Carey Mulligan wygląda na okładce brytyjskiego Elle, tytułu, który zazwyczaj ma na swoich okładkach Miley Cyrus, Cheryl Cole i inne puste gwiazdki, jak ich uboga, smutna i przegrana krewna. Normalnie brytyjskie Elle to pismo z półki „Do przodu dziewczyno, możesz mieć karierę, faceta i TE szpilki”, zatem kiedy trafił im się „zaangażowany” numer, poświęcony w całości feminizmowi, postanowili pójść na całość. „Poważna” aktorka, bo Carey nie ma raczej wizerunku trzpiotki, w poważnej stylizacji. Dlaczego założono na nią wór pokutny w formie tego smutnego garnituru, pozostanie tajemnicą. Czy kobieta w ciąży, starannie wybierająca filmy w jakich gra, chroniąca życie prywatne i zdobiąca numer tematyczny poświęcony czemuś innemu niż „sztuczne rzęsy, tak czy nie”, musi od razu wyglądać jak siedem nieszczęść? Czy gdyby na okładce numeru o feminizmie była, powiedzmy, „laska”, to temat straciłby na ważności, bo takie kobiety nie są feministkami? I czy kobieta, by była traktowana serio, nie może być seksowna? Biedna Carey. Straciła urodę dla ważnej sprawy.

 
3. Xiao Wen by Steven Klein, Vogue Italia, czerwiec 2015.
 

Inspiracje są tak oczywiste, że możemy je pominąć. Zresztą, nie o nie tu chodzi. Okładka jak okładka, z gatunku przyzwoitych. Jedna z czterech czerwcowego numeru włoskiego Vogue. Szeroko komentowanych, bo Steven Meisel fotografował okładki tej edycji Vogue’a od 1988 roku, wszystkie, bez wyjątku. A wyjątek wygląda właśnie tak. Zupełnie niewyjątkowo i za to w zestawieniu wysokie trzecie miejsce. Ta współpraca była czymś tak niezwykłym w tej branży, że wydawało się, że zerwie, zniszczy ją tylko coś wielkiego. A wystarczyła sesja zdjęciowa w amerykańskim Vogue, poświęcona temu samemu tematowi – chińskiej kulturze, chińskim inspiracjom w modzie, którą zrealizował Meisel, by tego mu Franca Sozzani, redaktor naczelna Vogue Italia, nie wybaczyła. Dziś Meisel znów współpracuje z tytułem, ale czar prysł. Pojawiają się nowe, kolejne nazwiska. Coś się skończyło. Nieładnie.

 
4. Nicole Kidman by Paola Kudacki, Elle, styczeń 2015.
 

Chociaż od ukazania się tej okładki minął już rok, ciągle pamiętam pierwsze wrażenie – jakie to jest brzydkie! Dwanaście miesięcy później myślę podobnie. Kidman fotografuje się jak marzenie, do tego ma posągowe ciało, stworzone do high fashion. Ale nie do Diora. Kto pamięta jeszcze fb mojej modowej audycji, Powiększenie, ten wie, dla projektów Rafa Simonsa dla Diora nie miałam litości. Są kobiety, które potrafią znaleźć w nich coś dla siebie – Emma Watson jest tu najlepszym przykładem. I większość, która jest zwyczajnie zgubiona w dziwnych kreacjach Simonsa – a najbardziej rzecz jasna Jennifer Lawrence. Kidman, która wspaniale nosi i Galliano, i Pradę, nie boi się mody. Ale to nie znaczy, że wszystko jej pasuje. Cała ta okładka jest przygnębiająca i smutna. Zimna. Tak jak moda Diora nie rozpieszcza kobiety, tak i to zdjęcie nie emanuje niczym pozytywnym czy dobrym. A i sama Nicole wygląda jak ktoś, kto nie może się doczekać, by zdjąć te komiczne buty. I szorty. I by ruszyć głową, nieruchomą, by nie popsuć starannej fryzury „po trzy włoski z każdej strony”. A, i czy widzieliście opis jej towarzyszący? Nicole Kidman uprawia seks! Coś takiego!

 
5. Madonna by Madonna, Interview, wrzesień 2015.
 

Madonna nie doczekała się wielkiej gazetowej promocji z okazji wydania płyty Rebel Heart. Deal z Cosmpolitan z okazji pięćdziesięciolecia magazynu, globalna okładka tytułu, to było właściwie wszystko. Ciężko powiedzieć, by tą okładką cokolwiek do swojego wizerunku dodała. Nie ona jedna. Bohaterami wrześniowego numeru Interview są gwiazdy i ich umiejętności robienia sobie selfie – jak widać na załączonym obrazku, w przypadku Madonny dość skromne. Tematyczny The #Me Issue składał się z takich właśnie zdjęć, wykonanych między innymi przez Jennifer Lopez, Miley Cyrus (zgadliście, nie była ubrana) czy Kim Kardashian. Nuuuda. I bardzo, bardzo przeciętne zdjęcia, które dla redakcji wykonało sto pięćdziesiąt gwiazd. Pomyślelibyście, że to fajny pomysł na numer wakacyjny, czy styczniowy, kiedy mało w modzie się dzieje. Ale wrzesień miesiącem selfie? Macie na swoich telefonach lepsze zdjęcia niż to.

 
6. Emma Watson by Josh Olis, British Vogue, wrzesień 2015.
 

Jestem przeczulona na punkcie złych włosów, przyznaję. I ta ‚myszowatość’ fryzury Watson zepsuła mi całą okładkę. Ale jest więcej niż to. Znów wracamy do ważności września. Na okładce uwielbiana i sprzedająca magazyny jak świeże bułeczki Emma Watson. Młoda, piękna, z niezłym okiem do mody. Dostęp do wszystkich najlepszych kolekcji, wprowadzenie w nowy sezon i… dostajemy coś takiego. Ta okładka, to zdjęcie ma w sobie coś mdłego, co obraża miesiąc, jaki reprezentuje. I nikt mnie nie przekona, że okładka, której bohaterka ma cerę w kolorze tła, to dobra okładka. I że kolor łososiowy to coś więcej niż różowa odmiana beżowego. Czyli najgorzej.

 
7. Natasha Poly by Mert & Marcus, Vogue Paris, wrzesień 2015.
 

I kolejny wrzesień. Spodziewałabym się takiej okładki w rosyjskiej edycji tytułu. Albo gdyby mieli edycję Vogue Podmiejski. Albo dodatek „Jak nałożyć na siebie sto tysięcy euro i wyglądać tanio”. Albo poradnik, jak poderwać piłkarza ery jaskiniowców. Modelce brakuje jeszcze pieczystego w dłoni, albo neandertalczyka za plecami. To zdjęcie, ta stylizacja, wydają mi się okropne, dalekie od mody, od czegoś inspirującego, ekscytującego. Że już o paryskim szyku nawet nie wspomnę. I ani mi w głowie szukać tu Veruschki i zachwycać się pięknem Turcji, gdzie wykonano zdjęcia. Widzę tylko realizację zadania: ile zwierząt można zmieścić na modelce? Ta okładka prawie nawróciła mnie na wegetarianizm!

 
8. Cara Delevingne by Patrick Demarchelier, Vogue, lipiec 2015.
 

To nie jest zła okładka. Ale jest taka „ładna”. Nie znoszę tego Vogue treatment, czyli jak z bohaterki sesji usunąć wszelkie objawy osobowości, charyzmy, życia. I zrobić z niej ładne, puste coś w sukience. Cara jest śliczną dziewczyną, ale drugie tyle zrobiła swoim zawadiackim charakterem. A tu wsadzono ją w sukieniunię Prady, zaopatrzono w jakiś push up, przeczesano grzebieniem i nakazano: Nasza czytelniczka to porządna kobieta, wyprostuj się i nie pokazuj języka! Wkurza mnie, że najbardziej wpływowy magazyn dla kobiet nie nagradza ich osobowości, sprowadza je wszystkie do bezpiecznego środka. Nie, żeby kiedykolwiek miało się to zdarzyć, ale wygląda na to, że Anna Wintour kazałaby mi się uczesać!

 
9. Sarah Jessica Parker by Alexi Lubomirski, Harper’s Bazaar, październik 2015.
 

Czyli kolejny odcinek cyklu: kiedy miłym ludziom przytrafiają się grzywki. Grzywki jak ze złego snu, dodajmy. I koszulka jak z Gapa. Gdzie tu jest moda? Z pewnością za to na tej okładce jest wszystko inne – ile tekstu, ile pasków, ile włosów! I drobna Sarah Jessica Parker w tym wszystkim. SJP w Stanach wciąż sprzedaje rekordowe nakłady tytułów, więc jest tak zwanym no-brainer. I tutaj mamy dosłowne rozwinięcie myśli, a raczej jej brak. Gdzie tu jest stylizacja? Tak wyglądają panie z Poradnika domowego czy Twojej konewki, a nie jedna z ostatnich prawdziwych ikon stylu. Nie znoszę tego zwrotu, ale tutaj ma swoje uzasadnienie. Tym większy żal patrzeć na zmarnowany potencjał i, przykro to pisać, ale to prawda, wyjątkowo nieładne ujęcie aktorki o niewątpliwie interesującej urodzie. Nie jest pięknością, ale ma w sobie mnóstwo elegancji i klasy. I nigdy nie użyłabym, myśląc o niej, słowa „pospolita”. A właśnie taka jest na tej okładce.

 
10. Kendall Jenner by David Sims, Vogue Paris, listopad 2015.
 

„Kendull” Jenner ma tyle wspólnego z modelką, co ja z odkurzaczem. Ale ma kilkadziesiąt milionów fanów na Instagramie, a to dziś ważniejsze niż umiejętność pracy z obiektywem. To i tak jedno z jej lepszych zdjęć. Ale za kontekst, w jakim się pojawiło, dziesiąte miejsce. Rózga dla redakcji paryskiego Vogue. Cztery okładki na dziewięćdziesiąte piąte urodziny tytułu, na nich, jak pisze redakcja, „legendy”. Kate, Gisele, Christy. I Kendall. Francja długo broniła się przed Kardashianami. Oddali im Givenchy i mieli prawo czuć się bezpieczni. Ale się skończyło, mają „legendę” w rodzinie. Emmanuelle Alt, naczelna pisma, mogła dać na czwartą okładkę każdą modelkę, choćby jedną ze swoich ulubienic, Darię Werbowy. Ale pomyślała językiem biznesu, a nie mody. Pewnie prawidłowo. Tylko jakoś trudniej będzie czytać teraz te wszystkie wywiady z nią, o tym, jak jej magazyn sprzedaje pewną kobietę, pewien wizerunek, pewną klasę i styl. Jej magazyn sprzedaje. I tu od teraz jest kropka.

6 thoughts on “2015: najgorsze okładki

  • 28/12/2015 at 15:28
    Permalink

    Szkoda że świat coraz bardziej stawia na lajkość a nie na jakość. To odnośnie Kardashianów.

    Reply
  • 28/12/2015 at 17:04
    Permalink

    Mnie najbardziej przeszkadza wyprasowana twarz SJP. Kobieta o niebanalnej urodzie, z pozycją, której nikt jej nie odbierze, kobieta, którą uwielbiam, sprzedaje bajkę, że tak wyglądają 50-latki… Szkoda.

    Reply
  • 28/12/2015 at 20:16
    Permalink

    Zanim przeczytałam, że na okładce Elle jest Nicole Kidman, byłam pewna, że to Glenn Close, też po ”przeróbkach” ale Close. I może gdyby to była Close, to wtedy zdjęcie stanowiłoby konsekwentną całość? Oczywiście mam na myśli zimno – brrr.

    Reply
    • 29/12/2015 at 17:36
      Permalink

      Może Glenn nie pozwoliłaby się tak wyprasować jak SJP…

      Reply
  • 30/12/2015 at 21:29
    Permalink

    Wywiady należy autoryzować, a jak sprawa ma się ze zdjęciami? Czy osoby ” lądujące ” na okładkach pism modowych mają wpływ na to, w jaki sposób zostaną tam pokazane? Bo jeżeli tak i jeżeli panie z wyżej zamieszczonych okładek wyraziły na to zgodę, to nie ma co współczuć, raczej należy załamać ręce.

    Reply
    • 30/12/2015 at 21:38
      Permalink

      Zalezy. To temat na osobny wpis. Jennifer Aniston na przykład nie zgodzi sie na okładkę jesli nie ma ostatniego słowa w temacie wyboru zdjecia. Dlatego nigdy nie była na okładce brytyjskiego „Vogue” – tam naczelna zawsze decyduje o okładce.

      Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *