Przegląd prasy (edycja Gucci)

Dziś w Mediolanie pokazano nową kolekcję Gucci, będzie czas, by się jej przyjrzeć. Bo na razie żal nie skorzystać z tego festiwalu obfitości, jakim są sesje modowe w magazynach. Wiosna! Przynajmniej na stronach „Vogue”… Chociaż będzie walczyć o ten tytuł z sukienkami Michaela Korsa, Oscara de la Renty, Celine i Calvina Kleine’a, wygląda na to, że sukienką sezonu jest to kolorowe cudo od Gucci. Jest w tych tygodniach wszędzie, sami zobaczcie – na okładce brytyjskiego „Vogue”, w koreańskim „Vogue” (też okładka), w australijskim i w amerykańskim. Śliczna Dakota Johnson wybrała ten model, gdy pojawiła się niedawno w talk show Jimmy’ego Fallona, pieczętując jeszcze status „wiosny na wieszaku”, bo tym zdaje się jest ten kolorowy projekt. Nowe Gucci – a tak mówimy odkąd w słynnym domu mody nastał nowy projektant, Alessandro Michele, to najgorętsza obecnie marka sezonu, ta od futrzanych butów polskich celebrytów – to pogardliwa definicja tego jak pożądana jest to dziś moda.

Gucci jest wszędzie. Na okładkach, na gwiazdach (do grona fanek dołączyła ostatnio Nicole Kidman, a Florence Welch podpisała niedawno kontrakt wizerunkowy z marką), w każdym ważnym magazynie modowym. Ta częstotliwość to nie jest przypadek. Wielka moda nie działa niestety tak – to jest piękne, to jest najlepsze, więc będzie to wszędzie. Myślałam o tym ostatnio. Dlaczego na okładkach największych tytułów modowych nie ma kreacji od, powiedzmy, Rodarte, Christophera Kane’a, Gilesa, Simone Rocha (moja nowa ulubienica) czy Haidera Ackermanna. (Nie traktujmy tej wyliczanki jako wyzwania, by jedną okładkę znaleźć, chodzi mi o częstotliwość w stosunku do Prady, Chanel itd). Odpowiedź jest prosta – a widzicie ich reklamy w magazynie? Kto ma pieniądze, ten ma wysoką rotację, smutne ale prawdziwe. Zatrzęsienie Gucci jest tego najlepszym przykładem – to kolejne dowody z ostatnich tygodni, dwa razy brytyjskie „In Style”, francuska „Marie Claire” i amerykańskie „Elle”. Ale zrzucanie tej wyjątkowej częstotliwości tylko na możliwości działu reklamy Gucci byłoby jednak niesprawiedliwe dla Alessandro Michele, głównego projektanta marki.

Wyznanie. Kiedy blog powstawał i były już wrzucone zdjęcia, jednym z planowanych wpisów był ten zatytułowany „Nowe, wspaniałe Gucci”. Nigdy go nie napisałam, czego ogromnie żałuję. To był czas, kiedy marka była po pierwszym pokazie debiutującego w niej projektanta i już było jasne, że czeka nas nowy fenomen, bo na rewolucję moda zrobiła się dziś niestety za bezpieczna. Kilka miesięcy później wiadomo już że „Gucci is here to stay”, na jak długo, to osobny temat, dziś data ważności uwielbianych projektantów i ich mody to trzy lata. Wizja Michele jest z pewnością ożywcza, po latach surowego minimalizmu Celine, przyszedł czas na eksplozję w gabinecie bibliotekarki kochającej wszystko co się świeci. O ile sesje zdjęciowe, które tutaj oglądamy, najczęściej pokazują Gucci w stylizacji glamour, na pokazie tym kreacjom towarzyszą berety, niezgrabne buty, babcine torebki i nietwarzowe okulary. Dziewczyna Gucci nie idzie do łóżka na pierwszej randce. Swoją drogą panowie, którzy oglądali te pokazy twierdzili później, że do łóżka chodzi wyłącznie spać. To nie jest seksowna moda, potrafi być estetycznym wyzwaniem, bo kiedy jest ładna, to jest aż za ładna, wszystko błyszczy, powala słodyczą różu i blaskiem złota. A kiedy jest trudna, jest po prostu… Nieładna, brunatna, niekobieca, zakrywająca wszelkie atuty, często pod wieloma warstwami, a jedną z nich jest sweter. Tyle, że to pokaz. Najważniejsze na nim są zawsze ubrania. A te – podobnie jak dodatki – rozebrane (nomen omen) na czynniki pierwsze okazują się niczego sobie. Tu do gry wkraczają styliści, oni już wiedzą co z tym zrobić. Na zdjęciach rosyjskie „Elle”, australijski „Harper’s Bazaar” (przyznacie, że natrudziłam się nad prasówką, nie?), przepiękna sesja z australijskiej „Marie Claire” i jeszcze włoska edycja tego tytułu:

Kiedy kilka dni temu wrzuciłam na mojego facebooka zdjęcie Florence Welch z ceremonii wręczenia nagród Grammy, rzecz jasna w Gucci, komentarze były podzielone. Dla wielu jej sukienka była piżamą. Mnie, przyzwyczajonej od miesięcy do tej mody, takie skojarzenie nawet nie przyszło do głowy. Mężczyźni na tę wizję kobiety kręcą głową. Moja mama uważa, że to bardziej dla niej niż dla mnie. Pierwsze skojarzenia są zawsze krzywdzące – zakręcona bibliotekarka, bez życia społecznego, erotycznego i bez gustu. O tych się nie dyskutuje, ale ja dość szybko nauczyłam się znaleźć piękno w tych projektach, oczywiście nie we wszystkich i nie bezkrytycznie. Podoba mi się, że przywołują klimat „The Royal Tenenbaums”, jednego z moich najukochańszych filmów. Że stanowią dla mnie, fanki mody, wyzwanie – jak ograć te lśniącą marynarkę? Z jeansami i butami też z tej kolekcji, bo szpilki będą za „milutkie”? Ostatnio w telewizji wystąpiłam z wielkim kwiatem pod szyją i czułam się znakomicie, trochę jak z innej epoki, bo to jest moda retro, ale zarazem bardzo na czasie. A przecież tych wyzwań nie brakuje – złote buty, zatrzęsienie kolorów i wzorów łączone jeszcze z biżuterią, torebki z owadami – to przecież brzmi niedorzecznie, a są piękne. To ciekawy paradoks, jak ta skromna, zapięta często pod szyję moda jest jednocześnie nieskromna. Tam tyle się dzieje! I kolejny, to nie jest moda awangardowa, odkrywcza, rewolucyjna. A jednak na tych nieszczęsnych Grammy, kiedy już zobaczyłam Taylor Swift w majtasach od Versace, pomyślałam, że to Florence była powiewem świeżego powietrza. Zakryta, skromna, inna. A że dziwna? Modowe przymiotniki, jakie były na najwyższej rotacji podczas tej gali to było „wulgarna” i „tandetna”. Tego z pewnością o Gucci powiedzieć nie można. To nie jest moda dla każdego, to nie jest styl wiarygodny dla prezes banku czy korporacji. Ale (bogate) artystyczne dusze i (bogate) niebieskie ptaki, zresztą pasują tu i papugi i sroki złodziejki, bo to kolorowe kolekcje pełne „błyskotek”, znajdą tu całą paletę, którą mogą wyrazić swoją osobowość. A od tego jest moda w mądrych, dobrych rękach. By wysłać komunikat i opisać – taki jestem. By bawić i dawać radość w życiu, w którym u licha ciągle coś się psuje i boli. By tym tekstem uzasadnić ostatni zakup autorki :)

(na zdjęciach amerykański i niemiecki „Vogue”, zresztą dość kiepskie stylizacje, amerykańskie „Elle” i „Harper’s Bazaar”.)

Zatem, do biblio… Do butików! (Choćby po to, by pooglądać, zresztą świetnie działa też oficjalna strona Gucci). A potem do torebki z pszczołą proszę koniecznie włożyć książkę.

One thought on “Przegląd prasy (edycja Gucci)

  • 25/02/2016 at 22:34
    Permalink

    (Biedne) artystyczne dusze i (biedne) niebieskie ptaki – głowa do góry! Moda, którą pokazuje Alessandro Michele jest absolutnie możliwa do naśladowania. W ulubionym „second handzie” kupiłam wyszywaną w kwiaty marynarkę, plisowaną solejkę z błyskiem i bluzkę z „kokardażem” pod szyją. Kwiatów , beretów i dziwnych butów też nie brakuje. Problemem pozostaje połączenie wszystkiego ze wszystkim, bo granica między tandetą, a dobrą stylizacją glamour jest bardzo cienka. Dobrze więc dla równowagi czuć na plecach oddech bibliotekarki zanim zaczęła błyszczeć albo narzeczonej Jasia Fasoli.

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *