Dzień, w którym coś się zmieniło.

To mogłabym być ja, o na tym zdjęciu tu:

al3

To wciąż mogę być ja. Mam tę bluzkę w torbie, nieodpakowaną, ciągle z metką. W tej torbie są też trzy inne rzeczy, jutro idą do zwrotu. Pisałam o tym dwa tygodnie temu, o kolekcji Alexy Chung dla Marks & Spencer. Ta bluzka to model Harry, na zdjęciu na Alexie – i w mojej torbie – w odcieniu pudrowego różu, w Wielkiej Brytanii wyprzedana w kolorze białym. Bluzka, której zapięcie i odpięcie jest wyczynem porównywalnym z przepchaniem cytryny (wszystko kojarzy mi się z nową płytą Beyonce) przez dziurkę od igły. Ciasno zapięta pod samą szyję, co widać powyżej, wymaga nie lada sprawności, by wszystkie te guziczki zapiąć i odpiąć – z jakiegoś powodu pętelki są wątłe jak alergik wiosną. W przymierzalni nie dałam rady, wcisnęłam na siłę, postanowiłam pomęczyć się w domu. Nie sprawdziłam do dziś.

I normalnie powiedziałabym, phi, sieciówka, czego się spodziewać. Niska cena, kiepska jakość. Ale tym razem nie potrafię. Pisząc tekst, który podlinkowałam wyżej, coś w pewnym sensie zarekomendowałam. Zabrałam kilka minut Waszego cennego czasu, by przeczytać mój wpis, wejść na stronę M&S, czy do sklepu i sprawdzić tę kolekcję. A jest ona, co piszę z żalem, strasznie tandetna. I nie, dziś nie działa już argument tanio = kiepsko. Kto był chociaż raz w sklepie Uniqlo, ten wie, jaki len, jaki kaszmir można kupić za bardzo niską cenę. Nie, nie wspaniałej jakości. Ale też nie miernej. Sieciówka znaczy dziś wciąż „przystępna cena” i „masowa moda”, ale nie znaczy już „nasz klient jest frajerem”.

Wiskoza, która wymaga zdumionego sprawdzenia na metce, że naprawdę nie jest poliestrem. Sweterki z czegoś, co przypomina (znoszone) skarpetki, a nie wełnę, chociaż jest jej „aż” 50%. Pseudo – satyna, pseudo – bawełna, pseudo – kolekcja. Bo taki pomysł jest najgorszy z możliwych. Chung nie zaproponowała kolekcji modnej, rzeczy sezonu, czyli, nie wiem, nierówno obciętych przy nogawkach jeansów, malowniczych wzorów i kolorów jak z uwielbianych kolekcji Gucci czy – szaleństwa sezonu – dekoltów carmen. To jest kolekcja bardzo wyważona, mówi się o nich „bazowa”, czyli można z nich zbudować całą uniwersalną garderobę, albo bezboleśnie uzupełnić już istniejącą. Gdyby była to kolekcja „hity sezonu”, sprawa jest prosta, i tak wyrzucisz to po pół roku, bo później to będzie niemodne. Jakość nie ma takiego znaczenia, to nie jest inwestycja, to jest przyjemność. Ale jeśli to klasyczne projekty i fasony – a takimi w większości ta kolekcja stoi – powinny przynajmniej być konkurencyjne do tego, co oferują inne marki z tej półki. Czy, po prawdzie, bogata oferta Marks & Spencer.

Alexa ma 32 lata, ale kolekcję zaproponowała młodszą niż metryka. Odczułam to boleśnie, mierząc sukienkę, w której Alexa pozowała dumnie na premierze w M&S. Leży w porządku (rozmiarówka jest normalna, ani za bardzo w górę ani w dół), tasiemka pod szyją wydaje mi się strasznie długa, ale ok. Wtedy dostrzegam rękawy, urocze bufki, w których wyglądam jak urocza kretynka. Wydęłam dzielnie usteczka, rozczochrałam włosy, stanęłam w najbardziej rock’n’rollowej pozie, jaka przyszła mi do głowy w przymierzalni na Marszałkowskiej i wciąż wyglądałam jak ktoś, kto próbuje udowodnić, że zmieści się w sukienkę, którą nosił w 2001 roku. Fajna sukienka, nic do niej nie mam, krótka, flirciarska, dla osiemnastolatek. Od 25+, ostrożnie. Została w sklepie. To był pierwszy minus dla Alexy. Poczułam się staro.

01_16025619_ea9b2e_2802928a

Ale gdyby zapłacili mi kilkaset tysięcy funtów, pewnie też bym ją założyła i uśmiechała się jak zwykłam do sufletów czekoladowych. Albo do sukienek, w których świetnie wyglądam. No ale nie tym razem.

Później było różnie. Zostawiłam połowę makijażu na koszuli Harry (ale jestem dobrym konsumentem, kupiłam tę ubrudzoną), o której pisałam powyżej. Odpięcie trzech guzików zajęło mi pięć minut, gdybym miała odpiąć je wszystkie, musieliby dostarczyć mi jedzenie z parteru, gdzie mają dział spożywczy. Pozostanie tajemnicą, dlaczego M&S ma tyle świetnych pomysłów tam, a tak gubi się w modzie. Ja zgubiłam się w marynarce z kolekcji Alexy, kolejnej mierzonej rzeczy. Kiedy już zapięłam wszystkie guziki (tu, przyznaję, bez problemu), okazało się, że w niej tonę. To może hołd dla modelu z lat 80., ale ja też jestem modelem z lat 80. I wiesz co, Alexa, modele z lat 80. są crazy, sexy i cool. Czyli wszystko to, czym Twoja marynarka nie jest.

Kolejne dwie sukienki kupiłam. Misty na zdjęciach jest idealną miejską sukienką na lato. Tylko należy nie podchodzić za blisko. To jest sukienka dla niedotykalskich kobiet, ponieważ jest z materiału, o którym od razu pomyślałam „Ok, I’m gonna be unfuckable” (często myślę po angielsku, pomaga nie wyjść z wprawy!). Kupiłam, żeby nie żałować, że czerwona, że w kwiaty, że przyjdzie wiosna… Ale nie przyjdzie taka chwila, w której założę sukienkę z czegoś, z czego robi się obrusy w tanich knajpach, by szybko z nich zetrzeć, bo śliskie. Dla mnie ta sukienka była największym rozczarowaniem kolekcji, bo gdyby była z porządnego materiału, naprawdę trudno byłoby się do czegoś przyczepić (no, może poza rozmiarem, najmniejszy, 34, wciąż był dla mnie za duży, zresztą widać na modelce na zdjęciu, jak nieładnie układa się na biuście).

I mogłabym tak narzekać i marudzić, ale chcę chyba powiedzieć coś innego. Wyszłam z tej przymierzalni, kupiłam cztery rzeczy (jeszcze jedną sukienkę i kombinezon), gdybym w domu jednak uznała, że są super, po czym zapomniałam o tym, że mam cztery nowe rzeczy – normalnie nie do pomyślenia. Wpadam do mieszkania, mierzę, myślę z czym najładniej wyglądają, zakładam od razu, na popołudniowe czy wieczorne wyjście… Bo to jest najlepszy test tego, czy udały się nam zakupy. Nie możemy się doczekać, kiedy założymy coś nowego. Jeśli nie chcemy natychmiast, pierwszy sygnał ostrzegawczy. Jeśli wciąż wracamy do starych faworytów, których nowa rzecz nie wypiera – fatalnie. A jeśli rzeczy wciąż mają nie odcięte metki, to już jasny sygnał. Tu nie ma miłości, czas się rozstać.

Szkoda, że nie wykorzystano potencjału Alexy, bo mam kilka jej (niedorzecznie drogich) rzeczy ze współpracy z amerykańską marką AG Jeans. Jakość – wspaniała. Kiedy rzeczy do mnie przyleciały, zapomniałam o tym, ile kosztowały. Rozkosznie miękka bawełna, idealny denim. Noszę z przyjemnością do dziś. Tutaj zabrakło właśnie tego, jakże ważnego czynnika zakupów. Przyjemności. Noszenie tych ubrań nie sprawia frajdy, bo są kiepskie, słabe, w tej marności brzydkie. Dlatego też bojkotuję współpracę słynnych projektantów z H&M. W staniu w kolejce pod zamkniętym sklepem odzieżowego giganta, który spokojnie mógłby wyprodukować więcej, jest coś wyłącznie upokarzającego, nic przyjemnego.

I jeszcze ta nauczka. Hype, oczekiwanie na coś, moment, kiedy masz to w ręku – to wszystko bardzo fajne, bardzo miłe. Ale nie dajmy się zwariować. Ubrania i my to związek ważny, one nas opisują, przedstawiają światu. Ta selekcja zawsze powinna odbywać się na poziomie głęboko subiektywnym, co wbrew pozorom nie jest łatwe, gdy cała ta wielka komercyjna machina pracuje na to, by powiedzieć nam, co będzie się nam podobać i czego będziemy wkrótce chcieć. Myśli za nas. I chociaż zawsze byłam więcej niż świadomym konsumentem mody, mam kilka swoich grzeszków na koncie. Ale nie tym razem. Jutro, oddając zakupy, zostawiam za sobą wewnętrzną Alexę i wracam tam, gdzie moje miejsce. Wewnętrzna Jane Birkin nie spędzi lata bez porządnego koszyka. Zwrot zafunduje ten koszyk, nie mogę doczekać się, kiedy wrzucę do niego wszystko, bez czego nie ma Anny Gacek. Ale to już zupełnie inna historia.

Tymczasem zobaczcie, jak strasznie musieli napracować się styliści Dazed, by wyciągnąć cokolwiek z kolekcji Alexy do (najpewniej dyskretnie sponsorowanej) sesji.

13 thoughts on “Dzień, w którym coś się zmieniło.

  • 30/04/2016 at 07:07
    Permalink

    O ile dziurki od guzikow wyrobilyby sie z czasem, to zapomnienie o czterech nowych ciuchach w torbie jest niewybaczalne😀 ja tez obserwuję od dluzszego czasu upadek jakosci ciuchow, dobry jedwab czy kaszmir tylko za wielkie pieniadze; czy tym robakom nie chce się juz zawijac czy co? Wciaz udaje mi sie wykopac wysoką jakosc w lumpexach ale coraz rzadziej..

    Reply
  • 30/04/2016 at 07:38
    Permalink

    Mam niecałe 18 lat, blisko 180 wzrostu i strasznie nieproporcjonalną figurę, jestem chuda, z okropnie długimi rękami, nogami i stopami 43. Jakim wyczynem jest kupienie spodni, ktore będą jednocześnie dobre na długość i szerokość albo koszulę bądź koszulkę, której rękawów nie będę musiała podwijać bo kończą się w połowie przedramienia mimo dobrej długości w tułowiu. To samo z butami, niestety balerinki w moim rozmiarze wyglądają dość komicznie, tak samo jak kozaki i buty sportowe. Na szczęście te ostatnie można dostać unisexy, ale eleganckie, damskie buty są nieosiągalne w moim siedemdziesięciotysięcznym mieście, nielepiej sytuacja wygląda w samym Szczecinie.
    Na pewno można gdzieś dostać odzież na taką cudaczną figurę, ale mimo wszystko ubolewam nad tym, że myśli się tylko o jednej, konkretnej figurze, do tego dochodzi dostępność produktów w średniej wielkości mieście. Stargardzki H&M, bo mowa właśnie o tym zasiedmiogórogrodzie, to praktycznie same szmaticzki o kroju i stylu na przeciętną gimnazjalistkę, 160cm i pępek na wierzchu. Bydgoski zaś jest tak inny, z sukienkami na dojrzałe kobiety i w całkiem przyzwoitych cenach.
    I kończy się na tym, że bluzy, kurtki i buty kupuję w Decathlonie, bo tam jeszcze da się dostać coś na dziwoląga :)
    Pozdrawiam cieplutko z wyżej wspomnianego Zasiedmiogórogrodu, czyli Stargardu :)

    Reply
  • 30/04/2016 at 13:21
    Permalink

    Przydałby się post, w którym pisze Pani o markach, które są dobre jakościowo, a ich ubrania/buty warte swojej ceny. Zastanawiam się właśnie nad kupnem botków Saint Laurent i choć całym sercem je uwielbiam i chcę je mieć, to rozum podpowiada, że jedyne za co zapłacę, to logo na pudełku.. Jak to właściwie jest z takimi markami?

    Pozdrawiam i czekam z niecierpliwością na każdy Pani tekst!

    Reply
    • 30/04/2016 at 13:26
      Permalink

      Niewiele jest rzeczy „wartych swojej ceny”, jakosc spadła, także w firmach z najwyzszej półki.
      Proszę powiedziec, ktory model SL, mam sporo, moze mam, odpowiem :)

      Reply
      • 30/04/2016 at 13:34
        Permalink

        Zastanawiam się nad SIGNATURE BLAKE 40 JODHPUR ANKLE BOOT IN BLACK LEATHER. Kuszą niemiłosiernie, ale jak sobie pomyślę, że po roku mają być do wyrzucenia, to nie wiem czy jest sens. Chociaż „sens” to chyba nieodpowiednie słowo w temacie luksusowych marek..:) Będę bardzo wdzięczna za podpowiedź!

        Reply
        • 30/04/2016 at 13:48
          Permalink

          Uhm. Mam je w zamszu. Są super :)

          Reply
          • 30/04/2016 at 14:15
            Permalink

            No to teraz już nic nie obroni mojego portfela.. Ehh. Oszczędzam od przyszłego miesiąca:)

            Dziękuję za podpowiedź i za świetne teksty i audycje w Pani wykonaniu. Wreszcie ktoś mówi o modzie, muzyce i kosmetykach w inteligentny i niewyświechtany sposób!

            Pozdrawiam z mroźnej Skandynawii. (Tutaj botki można nosić cały rok!:))

            Reply
  • 30/04/2016 at 17:12
    Permalink

    …nie pomogła miłość do wątróbki. Dzięki za ostrzeżenie w sprawie czerwonej sukienki.

    Reply
  • 01/05/2016 at 22:25
    Permalink

    Dość dawno znalazłam alternatywne źródła zakupu ubrań, między innymi podobnie, jak pani Monika lumpexy, a konkretnie jeden – niepowtarzalny. Sweterek Chanel, żakiecik Valentino, żakiecik Armani i wiele, wiele innych „perełek” – proszę bardzo. Nie ma mowy o podróbkach, wszystko świetne jakościowo i w bardzo dobrym stanie, no i za grosze. „Sieciówki” omijam szerokim łukiem, szkoda mi pieniędzy na kiepskie jakościowo rzeczy, bo nawet jeżeli pomysł jest ok. to wszystko inne mocno szwankuje i tak jest w wypadku – Alexa Chung dla M&S.

    Reply
    • 01/05/2016 at 22:28
      Permalink

      Pozostanę sceptyczna – Chanel za „grosze”?

      Reply
      • 02/05/2016 at 21:31
        Permalink

        A jednak. I podany też w dość „wytworny”, jak na lumpex sposób – wieszaki, półki itp. Sweterek Chanel w kolorze ecru, ( kolor dobrze zachowany ), zapinany na zamek. A po bokach? Po bokach patki ozdobione logowanymi napami. Dodam, że do sweterka przynależał bezrękawnik, tworzyło to rodzaj bliźniaka, niestety bezrękawnik ktoś kupił przede mną. Wiem, że to brzmi niewiarygodnie, Chanel w lumpexie! Od wczoraj zastanawiałam się nad żakietem Badgley Mischka, co prawda, ta marka, to nie moje „klimaty”, ale żakiet był ok. A cena? Wczoraj 2 zł za sztukę. Pewnie, że to specyficzny rodzaj zakupów, trzeba umieć poruszać się w tym i nie namawiam nikogo, kto nie ma do tego daru. Ale kto ma, pewnie też, jak ja omija „sieciówki”, a zaoszczędzoną kasę przeznacza na buty, torby , biżuterię, szybkie samochody i nieruchomości. Pozdrawiam.

        Reply
  • 17/05/2017 at 19:42
    Permalink

    Hello Anna
    I Love this Backbutton blouse. Those blouses Loopings so gorgeous and I love to see women in such blouses. A highneck, Ruffles and lace, important buttons down the back. Beautiful
    :) frank

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *