Kiedy Bela Komoszyńska, wokalistka zespołu Sorry Boys (przy okazji, jeśli kogoś ominęła ich piękna „Roma”, koniecznie!), powiedziała mi, że w nowym teledysku grupy, do piosenki „Miasto Chopina”, wystąpi Małgosia Bela, od razu pomyślałam o tej sesji zdjęciowej. To czysto subiektywna sprawa, ale niektóre z niej zdjęcia wyglądają tak, jak brzmi „Miasto Chopina”, moja ukochana piosenka z „Romy”.
„Vogue Italia” z przeszłości jest obecny na tym blogu od pierwszego wpisu. Steven Meisel jest artystą mody, być może największym żyjącym fotografem specjalizującym się w temacie. I może ostatnim takim. Z taką umiejętnością tworzenia na papierze historii. Czasem kontrowersyjnych, czasem trudnych, często zachwycających. Dziś, gdy jego wieloletnia współpraca z „Vogue Italia” przeszła do historii, te obrazki z przeszłości zachwycają jeszcze bardziej. Ten przepych, ta wizja, ale też ta wielka miłość do mody, która pozwala stworzyć w głowie takie obrazy, by one „opowiedziały ubrania” tak, jak nie potrafią słowa.
I moje słowa do niczego Wam nie są tu potrzebne. Zostawiam Was z niezapomnianym „Portrait of A Symphony”, okładkową sesją „Vogue Italia” z kwietnia 1999 roku.
Zdjęcia: Steven Meisel
Stylizacja: Brana Wolf
Modelki: Małgosia Bela, Sunniva Stordhal, Maggie Rizer, Devon Aoki




























Wspaniała sesja. A Małgosia Bela, sama grająca na pianinie, tym piękniej ją wypełniła.
Co Pani sądzi o otwarciu polskiej edycji Vogue’a? Widziałabym Panią w jej redakcji- z Pani wiedzą, sprawdziłaby się Pani, jak mało kto, o!
Wspaniałe zdjęcia! Najbardziej mnie zachwyciły dwa fortepiany. :)
Dwa są takie same, czy ja nie widzę różnicy? ;)
Pani Aniu, jestem na wakacjach i na Pani bloga trafiłam przypadkiem. Pełna fascynacja i czytanie od deski do deski. A ile świetnych podpowiedzi, ile inspiracji ! Pani blog jest moim antidotum na „luksusowe” w zamyśle ,siermiężne polskie pisemka które przyjechały ze mną i leżą smętnie przy basenie. Z Pani inspiracji kupiłam (we Włoszech) najbardziej pojechane, szalone kolorowe mokasyny na 10cm obcasie i nie mogę się doczekać aż je założę. Zaczęłam się naprawdę cieszyć moda i przestałam przejmować ” co ludzie powiedzą”. Nie, nie mam zamiaru nosić lateksu, brwi jak klify w Dover i ust jak różowy flaming dmuchany. Postanowiłam za to być trochę bardziej odważna „modowo” , choć mam 40+. A póki co jestem jak narkoman na odwyku. Przeczytałam już wszystko i czekam na kolejny wpis, z tęsknota.
Pani Aniu, blog w całości przeczytany od deski do deski w 3 dni. Nikt nie dostarczył mi tyle radości z mody i inspiracji co Pani.
Dzięki Pani złapałam odwagę „modową” – dziękuję za to. Nie mogę się doczekać kolejnych wpisów.